Ludwik Szwykowski

żeglarz, działacz żeglarski

1887 - 1965

miejsce pochówku:
Cmentarz Powązkowski w Warszawie

żeglarz, działacz żeglarski
ur. 27 kwietnia 1887 r. w Symferopolu na Krymie, zm. 4 stycznia 1965 r. w Warszawie
miejsce pochówku: Cmentarz Powązkowski w Warszawie

Z żeglarstwem zetknął się w Petersburskim Rzecznym Yacht Klubie, do którego został przyjęty w 1903 roku. Ukończył gimnazjum w Petersburgu i Wyższą Szkołę Handlową w Antwerpii, następnie studia uzupełniające w Anglii. W latach 1914-1918 służył w wojsku rosyjskim, od 1919 roku był dyrektorem Banku Stołecznego w Warszawie, a od 1922 – dyrektorem Banku Zjednoczenia Przemysłowego. Od 1927 roku pracował w Banku Gospodarstwa Krajowego, od 1 stycznia 1928 roku był dyrektorem jego wileńskiego oddziału

W 1906 r. do spółki z baronem Tyzenhauzenem i Francoisem Gonetem nabył luksusowy jacht regatowy „Gaye Parisienne”, ex „Helen”. Na nim Szwykowski uczestniczył w licznych regatach i wygrał kilka lokalnych, prestiżowych imprez. W 1906 roku został przyjęty w poczet członków Cesarskiego Yacht Klubu w Petersburgu. W jego barwach startował w Igrzyskach Olimpijskich 1912 r. w Sztokholmie, niestety bez powodzenia, z powodu technicznej awarii jachtu. Jeszcze przed pierwszą wojną światową wrócił do kraju. Początkowo wiosłował w Wojskowym Klubie Wioślarskim, wkrótce zorganizował w nim sekcję żeglarską, która następnie przy jego udziale przekształciła się w Wojskowy Yacht Klub, a w końcu w Oficerski Yacht Klub RP. Przyczynił się też w sposób istotny do powstania Polskiego Związku Żeglarskiego i YACHT KLUBU POLSKI. Był wieloletnim członkiem ich władz, w tym prezesem PZŻ w latach 1926-1928 i komandorem YKP.

Ludwik Szwykowski jako szef żeglarskiej ekipy olimpijskiej
w 1928 roku.

Wielokrotnie startował w regatach które też często inicjował. Rok 1925 przyniósł spektakularny rejs warszawskich żeglarzy, którzy Wisłą spłynęli ze stolicy do Gdańska, aby wziąć udział w cyklu regat na Zatoce Gdańskiej. Pomysłodawcą wyprawy i komodorem rejsu był Ludwik Szwykowski. W roku 1928 wyjechał jako kierownik ekipy żeglarskiej na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie.

Ludwik Szwykowski w karykaturze Antoniego Heinricha.


Był prekursorem rejsów bałtyckich na niewielkich jachtach. Na swoim mieczowym jachcie „Doris” odbył kilka morskich rejsów z własnymi dziećmi. Stworzył również wiele regulaminów, statutów, przepisów regatowych, był także autorem podręczników żeglarskich oraz artykułów publicystycznych i fachowych.
W okresie późniejszym przeniósł się do Wilna i tam popularyzował jachting. Ludwik Szwykowski zasłynął wyprawą łodzią bezkabinową do Kopenhagi. W 1926 roku odbył dwumiesięczną wyprawę na mierzącym 7 metrów długości mieczowym, bezkabinowym, jachcie „Doris”, o zanurzeniu 30 cm i powierzchni ożaglowania 25 metrów kwadratowych. Załogę stanowiły dzieci Kapitana: 17-letni i 11-letni synowie oraz 15–letnia córka.

Przed wypłynięciem z Warszawy. Fotografia opublikowana na łamach czasopisma "Sporty Wodny".

Trasa rejsu prowadziła z Warszawy Wisłą do Bydgoszczy, a następnie Notecią, Wartą i Odrą do Szczecina. Stamtąd „Doris” popłynęła przez Zalew Szczeciński do Wolgastu i Stralsundu, następnie przez Bałtyk w pobliże Warnemünde. Kolejne porty etapowe rejsu to Falster, Kopenhaga i Malmö, skąd przez Świnoujście popłynął do Gdańska, a stamtąd powrócił Wisłą do Warszawy. Swoją wyprawę opisywał na łamach prasy nie szczędząc szczegółów związanych z bytowaniem na bezkabinowym jachcie, trudami żeglugi z dziećmi i obserwacjami na ich temat (pisownia oryginalna): „Momentalnie dostajemy silny wiatr i porządną falę. Wiatr wzmaga się, jestem zmuszony refować żagle, do czego wyciągam spod brezentu zielonego bocmana. Fala coraz większa, już mi trudno sterować prosto, pomimo, że miła Doris leci half-windem jak na skrzydłach, z łatwością podnosząc się na boczną falę. (…) Wokoło nic nie widać, steruję zapomocą kompasu. Po kilku godzinach takiej żeglugi piekielny głód zmusza mnie do skomunikowania się z Cookiem. Z pod brezentu wysuwa się ręka z sanwich’em. Czy znacie smak chleba z masłem i corned-beef polewanego rzęsistym deszczem i strugami wody, spływającymi z własnej twarzy?

Relacja z rejsu opublikowana na łamach czasopisma "Stadion".

Szwykowski w swoim opisie wykraczał daleko poza suchy opis żeglarskich powinności, dał relację intymną, w której na plan pierwszy wysuwały się nieletnie dzieci, o które bardzo się troszczył, ale które znakomicie dawały sobie radę w trudnych warunkach.

Młodzieżowa załoga podczas rejsu przeszła twardą szkołę życia.

„O godzinie 4 p.p. wiatr słabnie, wreszcie zupełnie zacicha. Duża, lecz szeroka początkowo fala z SW, spotyka się z nową z NW, krzyżuje się i zaczyna okropnie nas męczyć. Cała załoga się Kładnie, wreszcie i kapitan ulega skutkom martwej fali. (…) Zarzucam kotwicę na głębokości 18 metrów i spuszczam żagle. W perspektywie noc na otwartem morzu, na 20 milach od brzegu, przy co raz to większej fali, od której żołądek zupełnie zwariowany, spaceruje sobie po całem ciele i stara się gwałtem wyjrzeć na świat boży. (…) Leżymy tak w ciszy, każdy heroicznie walczy bez skargi, starając się utrzymać na wodzy rozbrykane wnętrzności. Pytam dzieci, czy nie wolałyby w danej chwili być w domu, w ciepłych ózeczkach. Niespodziewanie słyszę jednomyślny protest: „wolimy morze”. Bał się o los dzieci, ale trzymał je twardą ręką hartując w trudnych warunkach. „Ale tu czekała nas zmiana kursu przyjazne, dobre fale ustąpiły, natomiast zjawiły się nowe, groźne, szumiące, smagające bryzgami i plujące pianą. Pomimo zaciągniętego brezentu trzeba co chwila odlewać wodę. Biedna „Doris”, zlatując z wysokiego grzbietu uderza dnem jak piersią o wodną ścianę i zda się – lada chwila rozleci się w kawałki.”

Artykuł prasowy opublikowany na łamach czasopisma "Sport Wodny".

W roku 1932 tą samą mieczową „Doris” odbył rejs z Gdańska na Bornholm, który także odbił się szerokim echem w środowisku żeglarskim i prasie.

Informacja prasowa dotycząca wyróżnienia Ludwika Szwykowskiego po rejsie do Kopenhagi.
Podczas samotnego rejsu po Bałtyku.

Przez lata Ludwik Szwykowski napisał wiele artykułów prasowych na temat techniki żeglowania i wyposażenia jachtu żaglowego. Mało kto jednak wie, ze opracował także Słownik polsko-francuski, który używany był następnie przez kilkadziesiąt lat, do czasu rozpowszechnienia słowników internetowych.

Okładka pierwszego podręcznika żeglarskiego z 1929 roku.
fot. Marek Słodownik

Autor książek:
„Krótki podręczni żeglarski”, 1929
„Żeglarz śródlądowy”, 1932

reprodukcje: Marek Słodownik

Add a new location

×